Mam złą wiadomość.. miałam zawalony tydzień i siłą rzeczy nie wyrobiłam się z rozdziałem. Dobra jest taka, że będę mieć go jutro lub pojutrze gotowego. I tu kolejna zła wiadomość. Wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do internetu, więc rozdział zapewne pojawi się po 10 kwietnia, chyba że uda mi się gdzieś u kogoś skorzystać, to będzie wcześniej. Wasze opowiadania będę czytać na bieżąco z komórki :)
Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze ;D
Pozdrawiam i Wesołych Świąt!
środa, 20 marca 2013
czwartek, 14 marca 2013
The Versatile Blogger
Zostałam nominowana do "The Versatile Blogger" przez Drache. Bardzo dziękuję, bo zupełnie się tego nie spodziewałam, więc tym bardziej się cieszę! ;D
Zasady:
-podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
-pokazać nagrodę "Versatile Blogger Award" u siebie na blogu,
-ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie,
-nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
-poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.
Moje nominacje:
Nominowałam blogi, które czytam i mi się spodobały ;)
poniedziałek, 11 marca 2013
Rozdział 3
Spóźniony, ale jest ;) Rozdział postanowiłam podzielić na dwie części, bo nie zdążyłam napisać wszystkiego co sobie założyłam i wydaje mi się być taki mało konkretny. Stąd pomysł podzielenia. Następną część postaram się dodać w najbliższą środę, ale nie obiecuję.
Dziękuję również za tak duże zainteresowanie opowiadaniem, tzn że chyba się spodobało i postaram się nie zepsuć. Już nie truję i zapraszam :D
Dziękuję również za tak duże zainteresowanie opowiadaniem, tzn że chyba się spodobało i postaram się nie zepsuć. Już nie truję i zapraszam :D
Cz. I
Szum fal uderzających o skalisty
brzeg, wesoło ćwierkające ptaki i krzyczące mewy, które toczą zacięty bój o
każdy kęs pożywienia. Unosząca się w powietrzu bryza i rześka rosa dająca
spragnionym roślinom pić, nim wzejdzie palące słońce, to zapowiedź budzącego się dnia. Chłodna dama w
ciemnogranatowej pelerynie, upstrzonej milionami migoczących punkcików, zabiera
mrok i czające się w nim demony, ustępując miejsca dniu, który przynosi nową
nadzieję. Ale czy zawsze dzień jest tą dobrą i przyjazną porą dnia? Czy noc zawsze jest zła? Nim jedno z nich za króluje na firmamencie, zawsze jest moment przejściowy, pod wieczór zmierzch,
a o poranku brzask. Tommy zdecydowanie znalazł się w tym drugim, nie tylko
dosłownie. Pytanie, jak długo pozwoli sobie zostać w tym miejscu, ale czy
rzeczywiście ma na to wpływ? Czy to on decyduje? Czy tylko jest pionkiem,
jednym pośród milionów? Bowiem w przyrodzie nie ma miejsca na sentymenty, to
nieustanna walka o byt. Czas nieubłaganie mknie wciąż do przodu, nie dając
chwili na wytchnienie, na zaczerpnięcie orzeźwiającego oddechu. Zatem sztuką
jest iść ramię w ramię i nie potknąć się o wyrastające jak grzyby po deszczu przeciwności.
Mężczyzna nawet nie zauważył,
kiedy nad linią horyzontu, ciemne fioletowe odcienie ustąpiły tym pomarańczowo
żółtym, a z oceanu zaczęła wyłaniać się jasna kula, rzucająca pierwsze ciepłe
promienie. Uwielbiał wschody słońca, którym tak rzadko się przyglądał. Nie
dlatego, że nie miał czasu. Często musiał wcześnie wstawać, ale nigdy się nie
zatrzymywał na tych parę chwil, tylko pędził jak wszyscy. Może gdyby czasem
przystanął i zastanowił się nad własnymi uczuciami, nie doszedłby do tego
miejsca, tylko po to, by dowiedzieć się kim jest, czego pragnie i kogo.. kocha,
jeśli w ogóle? Trudno będzie mu w tak krótkim czasie nadrobić zaległości z
kilku lat.
Przeraźliwy pisk poderwał go z miejsca. Spojrzał
w górę i coś mokrego spadło na jego tors, w miejscu gdzie trzepotało
wystraszone serce. Głupie ptaszysko, pomyślał i zaklął pod nosem, po czym
zirytowany zabrał się za ścieranie tego smrodku suchym liściem. Jakiś cichy
głosik w jego głowie nieśmiało
podpowiadał mu, że to nie przypadek, to na szczęście w miłości. Zły moment,
odparł w myślach. Raczej nie.. znów coś podsunęło mu taką myśl. Usiadł wygodnie
na wcześniejszym miejscu i spojrzał w dół, na fale, które teraz znacznie
pewniej uderzały o brzeg, jakby blask słońca dodawał im odwagi. Blondyn wdrapał
się na skalny klif i ulokował się w najbezpieczniejszym miejscu, z którego
rozpościerał się niesamowity widok, na bezkresną wydawałoby się czarną taflę
wody, na którą teraz ktoś wylał skrzącą się ciecz. Od ponad godziny wpatrywał
się w horyzont. I tak nie mógł już spać, więc przyjechał na wybrzeże szukając
spokoju. Zbyt mocno wryły się w jego głowie słowa Monte Ty w ogóle ją kochasz? Mandy
jest zazdrosna i dobrze wiesz o kogo chodzi! Już wiedział.. Adam, Adam, Adam, to kolejna myśl, która
tej nocy nie pozwoliła mu odpłynąć do bezpiecznej krainy snów. Nigdy jednak nie
patrzył na to w tych kategoriach, że jego żona może być zazdrosna, o jego
przyjaciela! I czemu mu tego nie powiedziała? Doskonale zdawał sobie sprawę z
jego orientacji, bo ten sam mu to wyznał, gdy byli jeszcze w szkole średniej i to
on był pierwszą osobą, poza Leilą oczywiście, która to usłyszała. Uderzyło go,
z jakimi szczegółami to zapamiętał, a było to jakieś jedenaście lat temu.
Niesamowite.. tak długo się znają.
Siedzieli wtedy na dachu jakiegoś
opuszczonego budynku, w pobliżu portu w San Diego. Wracali ze szkolnej imprezy,
po drodze zahaczając o puby z karaoke. Mieli dużo czasu, bo każdy z nich
powiedział, że nocuje u drugiego. Zbliżał się koniec ich wspólnej nauki i
ogromu czasu jaki razem spędzali, to była taka pożegnalna wyprawa. Gdy wyszli z
ostatniego miejsca, było już jasno, ale nadal za wcześnie na powrót do domu,
więc Lambert zaprowadził go właśnie na tą kamienicę, nie pierwszy raz z resztą.
Często spędzali tam wolny czas, on grał na gitarze a przyjaciel coś śpiewał,
nawet skomponowali kilka piosenek. Oglądali zachody słońca, chociaż nigdy nie był
romantykiem to jednak z Adamem u boku mógłby to robić co dzień. Rudzielec miał
w sobie jakieś wewnętrzne ciepło, które dawało mu upragniony spokój, zapominał
o problemach, obaj byli dla siebie nawzajem natchnieniem i są nadal. To w
tamtym okresie powstały słowa i melodia do Better than I know myself. To
był wspaniały okres jego życia. Tej nocy było inaczej niż zwykle i obaj to
wyczuwali.
- Tommy.. muszę ci o czymś
powiedzieć.. to dla mnie bardzo ważne.
Blondyn spojrzał na kolegę, który
patrzył gdzieś w krawędź dachu. Wystraszył się, że może już nie chce się z nim
przyjaźnić, bo czuje się ograniczony i nic więcej nie może zyskać od niego? Albo
poznał jakąś dziewczynę i będzie musiał poświęcić jej czas, który spędzali
dotąd razem? Albo jeszcze gorzej, wyprowadza się! Poczuł strach, i wtedy
zobaczył błękitne tęczówki przepełnione nadzieją i obawą, ale była w nich jakaś
iskierka i nie mógł oderwać od nich wzroku.
- Tommy ja jestem gejem.. jeśli
ci to przeszkadza, obrzydza to..
- Bredzisz! – przerwał mu lekko
się uśmiechając. Ulga. Chwycił dłonie rudzielca, który wziął głębszy oddech, a
on nadal tonął w lazurowej otchłani, która wypełniła się szczęściem i czymś na
kształt.. no właśnie czego? Blondyn nigdy u nikogo nic podobnego nie dostrzegł.
Był wtedy przekonany, że Adam w jego oczach zobaczył to samo.. – ja jestem
hetero, brzydzisz się? Jesteś moim przyjacielem i nic tego nie zmieni, zawsze
możesz na mnie liczyć. – Na piegowatej buzi pojawiła się samotna słona kropelka
i łagodny uśmiech, ale zniknęła radosna iskierka. W jej miejscu pojawił się ból,
smutek i ..zawód.
Blondyn z jękiem uderzył plecami
o chropowatą, twardą i nieprzyjazną skalną ścianę. Zachłysną się powietrzem,
jakby dopiero co wynurzył się spod wody. Po tylu latach zrozumiał sens słów
rudowłosego wtedy przyjaciela i własnych, zrozumiał jak bardzo go zranił. Nawet
nie próbował wyobrazić sobie, jak musiał się poczuć Adam. Najbliższa i
najważniejsza dla niego istota na ziemi, tak wrażliwa.. a on tak brutalnie
zniszczył jego nadzieję i serduszko, tłukąc niczym najcenniejszy kryształowy
dzbanek. Obraz przed nim nagle zrobił się niewyraźny, w końcu już nic nie
widział. Powieki ciężko opadły, wypychając na policzki strużki łez. Kolejny raz
łapczywie zaczerpnął oddechu, kiedy on ostatnio płakał? Chyba po śmierci ojca,
nawet po rozwodzie nie uronił najmniejszej nawet łzy, a teraz? Nie umiał
przestać. Cały drżał. Czuł się podle, jak ostatni skurwysyn. Zawsze zazdrościł brunetowi,
uważając że ma wszystko, co człowiekowi do życia potrzebne. Cudowną wspierającą
się rodzinę, przyjaciół, osobowość, talent i całe mnóstwo cichych wielbicielek
i wielbicieli. Był i jest jego ideałem, idolem. A tymczasem Adam wybrał właśnie
jego. Autsajdera, który u progu dorosłego życia, pokazał przyjacielowi drugą
stronę miłości. Już na starcie podstawił mu nogę. Pewnie dlatego teraz nie może
ułożyć sobie z nikim życia, bo boi się odrzucenia, to by go zniszczyło. Dlatego
do reszty poświęcił się pracy. Gorzka łza spłynęła do jego ust.
Po kilkunastu minutach Tommy się
uspokoił i założył na nos okulary przeciwsłoneczne, które doskonale ukrywały
zaczerwienione i podpuchnięte oczy. Była to jego rzecz niezbędna, bez której od
kilku tygodni nie ruszał się z domu, poprawka hotelu.. on już nie miał domu. Ruszył
wzdłuż brzegu, pozwalając, by co jakiś czas chłodna jeszcze woda obmywała mu
stopy i rozmyślał. Mimo iż pewne fakty stały się wyjaśnione, nadal wiele było
niejasności.
***
Adam jeszcze przed opuszczeniem
pokładu samolotu, pożegnał się z Finem i ruszył z wózkiem bagaży do czekającej
już taksówki. Dziś wyjątkowo, jak najszybciej chciał znaleźć się w domu, by
sprawdzić co z Tommy’m. Ignorował,
czekających paparazzich, nie zauważył też pary śledzących go błękitnych oczu.
U celu wokalista niemal na jednej
nodze wziął odświeżający prysznic, zmienił ubranie i pochłoną filiżankę kawy
prawie na raz. Mężczyzna zgarnął kluczyki i pojechał pod podany mu przez Monte’go
adres, co samo w sobie nie wróżyło niczego dobrego. Samochodowy GPS doprowadził
pod hotel, zwykły najzwyklejszy, nie rzucający się w oczy budynek, gdzie z
pewnością nie zatrzymują się ludzie showbiznesu. Na plecach poczuł nieprzyjemne
ciarki. Po chwili wszedł do środka, kierując się do recepcji. Po paru minutach
znów znalazł się na parkingu. Przemiła pani właśnie mu powiedziała, że pan Ratliff
wyszedł długo przed świtem i jeszcze nie wrócił, było już popołudnie i blondyn
mógł pójść wszędzie. Zaklął pod nosem i postanowił spróbować szczęścia w ich
domu, może chociaż z jego żoną uda mu się spotkać. Zanim odjechał kolejny raz
zadzwonił do przyjaciela, ale znów odezwała się automatyczna sekretarka. Po
półgodzinie nacisnął guzik na domofonie cisza, drugi raz, cisza i następny to
samo. Nie poddał się tak łatwo i czekał dobrych kilkanaście minut, licząc, że
może ktoś wróci lub się zlituje i w końcu mu otworzy, ale nic takiego się nie
stało. Zrezygnowany i zmęczony wrócił więc do domu, położył się we własnym
łóżku i własnej pościeli. Nim powieki opadły, sprawdził, czy telefon jest
włączony i zasnął, przywołując obraz przystojnego Fina.
***
Basista odetchnął z ulgą,
słysząc, że minął się właśnie z wysokim i dobrze zbudowanym brunetem. Nie
unikał go, ale wcześniej chciał się ogarnąć i porozmawiać z byłą żoną, a
później z Adamem. Tak to sobie wymyślił. Potrzebował szczerości, by móc ruszyć
dalej. Raziło go, jak mógł być tak ślepy i nie widzieć, że kocha się w nim jego
własny przyjaciel? A jemu wtedy nawet przez myśl nie przeszło, że może on sam
jest obiektem jego uczuć! Teraz będzie mu wstyd do tego wracać i rozgrzebywać
stare rany, pewnie po tylu latach mężczyzna już dawno zapomniał o tym
zauroczeniu, na pewno. W przeciwnym razie nie przyjaźnił, by się z blondynem,
on sam by pewnie tak nie potrafił. Ale chce wyjaśnić, przeprosić, chociaż to
pewnie już nic nie zmieni, poległ na całej linii.. Nawet nie zauważył, kiedy pokonał dystans z
holu do pokoju. Szybko uwinął się z bałaganem, odświeżył, ubrał i wyglądał, jak
zawsze, tylko w nim, w środku coś się zmieniło..
piątek, 8 marca 2013
info
Dzisiaj dzień kobiet, wiec cycki w górę i odrzuć z twarzy gradową chmurę, niech żyje celulit i kurze łapki, bo i tak jesteśmy fajne babki!!!
Najlepszego kobitki ;D
A co do opowiadania to się trochę posypało w tym tygodniu, ale tak czasem bywa i stąd opóźnienie. Kolejny rozdział postaram się dodać najpóźniej w poniedziałek i mam nadzieję, że nie będzie gorszy od poprzednich. Następne odcinki będę próbowała publikować regularnie co środę, a w razie poślizgu poinformuję.
Pozdrawiam i miłego dnia!! :D
środa, 27 lutego 2013
Rozdział 2
Na początek dziękuję ogromnie za cenne
uwagi :D Będę starała się wyeliminować błędy w przyszłości i zachęcam
też innych do pozostawiania komentarzy.
Pozdrawiam :)
- Tommy wiem, że tam jesteś. – Powiedział stojący na
korytarzu mężczyzna, wytężając słuch, by wyłapać nawet najmniejszy dźwięk,
świadczący o obecności basisty.
- Otwórz proszę, Tommy.. – Mówił
spokojnym, łagodnym głosem, świadczącym o tym, że chce pomóc.
Tymczasem blondyn, nie ruszając
się z miejsca usiłował zebrać myśli. Próbował ułożyć plan działania, który był
oczywisty. Przynajmniej dla tego małego człowieczka w jego głowie, zwanego
rozsądkiem. On natomiast nie chciał, by ktokolwiek widział go słabego i
nagiego. Z wymalowanymi uczuciami, które zawsze dobrze chował pod płaszczem opanowania
lub słodkiego kociaka, jakiego nieraz udawał ku uciesze fanów. Teraz, wraz z
pomieszczeniem jakie zajmował, stanowił obraz nędzy i rozpaczy. Blady z sińcami
pod oczami i smutkiem w brązowych tęczówkach, z rozczochraną blond fryzurą, w
powyciąganych czarnych dresach i koszulce, które tylko podkreślały kontrast z
jasną karnacją, nadając cierpiętniczego wyglądu. A otoczenie wcale nie
polepszało sprawy. Resztki pizzy leżące od paru dni, szklanka z nie wypitą
whisky, rozlany sok, porozrzucane rzeczy, pozamykane i zasłonięte okna, nie
wyrzucone pety. Wszystko to tworzyło charakterystyczny mdlący zapach typowy dla
meliny, dopiero teraz zauważył jak bardzo się zaniedbał.
- Będę tu stał dopóki mnie nie
wpuścisz, mam czas. – Oznajmił brunet i oparł się o drzwi. Coraz bardziej był
zaniepokojony zachowaniem przyjaciela, zaczął nawet rozważać wezwanie pomocy,
jak tak dalej pójdzie.
Tommy rozchylił usta, by coś
powiedzieć, ale zawahał się i przetarł twarz dłońmi. W końcu zaczerpnął
powietrza, przerywając milczenie.
- Wybacz, ale nie mam ochoty na
rozmowę. A.. właściwie skąd wiedziałeś gdzie jestem? Tylko Mandy wiedziała, i
pewnie już ci wszystko wypaplała?! – Mruknął. Jak na kogoś, nie mającego ochoty
do konwersacji, zaczął podręcznikowo i jeszcze sam sobie odpowiada. Faktycznie
powinienem tu trochę przewietrzyć, pomyślał.
- Jedynie to gdzie jesteś. –
Odparł jego gość z nadzieją w głosie i kontynuował. - Wpuść mnie to pomilczymy razem. – Wyprostował
się oczekując charakterystycznego zgrzytu w zamku.
- Możemy to robić na odległość,
nie musisz mnie widzieć, wiesz jak wyglądam. – Rzekł basista.
- To porozmawiamy, wtedy chcę
patrzeć ci w oczy.
- Nie chcę rozmawiać. – oponował
blondyn.
- To czemu tyle gadasz, jak nie
chcesz? – Spytał brunet prowokująco.
Tommy prychną zirytowany.
Poprawił włosy palcami, choć i tak nic to nie dało, po czym przekręcił klucz,
uchylając drzwi. Odwrócił się i ruszył w kierunku okna, które uchylił i został
tam, odwlekając chwilę, kiedy będzie musiał spojrzeć mu twarz. Monte, gdy
zobaczył ten rozgardiasz poczuł ciarki na plecach. Adam miał rację, co do
basisty.
*
Dzień wcześniej..
- Ja wiem, że zdarza mi się
przesadzać, ale tym razem jestem przekonany, że coś się dzieje. Czuję to.
Proszę zajrzyj do niego.. – Powiedział wyraźnie zaniepokojony wokalista do
osoby po drugiej stronie telefonu. W jego głosie brzmiała czysta troska,
oddanie i miłość, niestety musiał ją trzymać w kategorii „platoniczna”. Był przyjacielem
Tommy’ego, a chciałby być całym światem. Chciał, tak bardzo chciał, że to aż
bolało.
- Nie zapominaj, że on ma żonę i
czasem się mogą pokłócić, przez co może nie być w nastroju na pogawędki.
Każdemu zdarzają się dni, kiedy potrzebuje trochę samotności. To nic złego. – Odparł Monte.
- Doskonale pamiętam, że jest
żonaty. Zwłaszcza, że przypominacie mi o tym na każdym kroku, po prostu się
martwię. Miał taki głos.. raz w życiu, go słyszałem. Mam, więc podstawy by się
martwić. – Wyznał spokojnie.
- Jasne, pójdę do niego jutro. –
Ten argument przekonał Pittmana w stu procentach, choć nie znał Tommy’ego, tak
jak Adam, to coś tam wiedział o jego przeszłości.
- Dziękuję i jeszcze raz
przepraszam, wiem, że masz teraz inne zobowiązania.. – tłumaczył się, słysząc w
tle gaworzenie bliźniaczek.
-
Nie przepraszaj, to przecież i mój przyjaciel. Zadzwonię jak się czegoś
dowiem, a teraz naprawdę muszę kończyć. Do usłyszenia.
- Cześć. – Szepnął i się
rozłączył.
Lambert do tej pory nie może
pojąć, dlaczego go tak pilnują. Owszem kocha Ratliffa, ale wcale nie chce
rozbić jego małżeństwa i wszyscy o tym wiedzą. Nie jego pomysłem, były gorące
pocałunki na trasie Glam Nation Tour, którym z resztą początkowo był przeciwny.
Wtedy chciał być egoistą, jak nigdy, i
ustrzec się przed cierpieniem. Ciągle do niego powracają wspomnienia tamtych,
samotnych ciemnych nocy, w zimnym i zdecydowanie za dużym łóżku, pamięta ból
kumulujący się w podbrzuszu, któremu nie mógł dać ujścia. Czasami pozwalał
sobie na jednorazowe historie, które tylko wszystko pogarszały. Ograniczył też
wszelkie używki, po pamiętnym występie w Amsterdamie, jego umysł musiał być
trzeźwy. Nie mógłby po raz kolejny przekroczyć tej granicy, co nie znaczyło, że
tego nie pragnął. Cholernie pragnął, jeszcze raz poczuć te mięciutkie i
delikatne wargi, na swoich, ten smak.. mięta, tytoń i czekolada. Tommy zawsze
przed występem zjadał kawałek czekolady, później palił papierosa i żuł gumę,
taki rytuał.
Zależy mu na blondynie i jego
szczęściu, by miał rodzinę, czego nigdy nie doświadczył. Nie może mu tego
odebrać, dlatego milczy, zatajając to zakazane
uczucie. Wie, że to miłość nieszczęśliwa i nieodwzajemniona, pogodził się z tym. To nie jego wina, że nie
umie ułożyć sobie życia..
- Panie Lambert.. możemy
kontynuować? – Spytała nieśmiało dziennikarka, przerywając rozmyślania bruneta.
- ym.. tak, tak jestem gotowy. –
Odpowiedział, wracając do rzeczywistości i pochmurnego Londynu, jak jego dusza.
*
Monte przymknął drzwi, nie spodziewał
się tego co tu zobaczył. Nigdy wcześniej nie widział go takiego.. nawet nie
potrafił, tego określić. Teraz doskonale rozumiał zatroskanie bruneta, chociaż
nie próbował sobie wyobrazić, co ten musiał czuć, nie mogąc nic zrobić. Powoli
podszedł do okna i położył nieśmiało dłoń na ramieniu blondyna. Milczał,
czekając na ruch przyjaciela. Nie chciał go do niczego zmuszać, ale taż obawiał
się tego co może usłyszeć. Blondyn prosto z mostu powiedział, co jest przyczyną
takiego zachowania, chciał jak najszybciej mieć to za sobą.
- Rozstałem się z żoną, a
właściwie to nawet już jesteśmy po rozwodzie.
- Co? Jak to? – Monte otworzył
szeroko oczy, wpatrując się w jego twarz zaskoczony. Po chwili przypomniał
sobie strzępki rozmów ich żon w ostatnim czasie, nie był jednak pewien o co
dokładnie chodziło, bo zajęty był dziećmi.
- Normalnie, nie jesteśmy już
razem i nie będziemy. Nie wiem tylko dlaczego? - Odpowiedział stanowczo, ale
spokojnie.
Pittman rozchylił usta i patrzył,
nie wierząc w to co przed sekundą usłyszał. Przetarł mocno twarz i zrobił kilka
chaotycznych kroków. Szok. Blondyn był nie mniej zszokowany jego reakcją.
- Ty idioto! – Huknął
zdenerwowany, bowiem już wszystko stało się jasne. – Dałeś się podejść jak
dziecko!
Ratliff kompletnie już nie rozumiał,
co się dzieje i o co mu chodzi. Czemu się tak unosi? Przecież to nie zbrodnia,
ludzie się codziennie rozwodzą, a on nawet nie jest wierzący, to czysta
formalność. Jednak zaintrygowało go ostatnie zdanie, czyżby coś wiedział?!
- Nie krzycz, tylko powiedz jak
coś wiesz. - Odparł ze spokojem, był już zmęczony tym wszystkim i nie miał siły
się kłócić i tak już po fakcie. Mimo to czuł rosnące w nim napięcie.
- Tommy jesteś idiotą! To był
głupi test, a ty poległeś na całej linii. Czemu nie walczyłeś? Sam jesteś sobie
winny! Ty w ogóle ją kochasz? – Podniesionym głosem powiedział prosto w
zdumioną twarz przyjaciela. Czuł, że jednak posunął się za daleko, ale było za
późno, by ugryźć się w język.
Te słowa uderzyły go tak mocno,
że aż zrobiło mu się niedobrze. Patrzył prosto w przepraszające już teraz
tęczówki bruneta, który zasiał w nim ziarno wątpliwości? Czy prawdy? A może
jedno i drugie? Jednak na tyle skutecznie, że zwyczajnie stał porządkując
fakty.
- Wybacz, nie powinienem był..
jest mi głupio. Myślę, że szybko wszystko zrozumiesz. – Zaczął Monte, widząc,
że mężczyzna intensywnie nad czymś rozmyśla.
- Do czego ty pijesz? Kurwa,
mówicie jakimiś zagadkami. Nie możesz wprost? – Spytał zdenerwowany i
zirytowany basista, kolejny raz słysząc to samo zdanie.
- Mandy jest zazdrosna i dobrze
wiesz o kogo chodzi. – Wtrącił szybko, spoglądając porozumiewawczo w brązowe
tęczówki, w których ujrzał błysk świadczący, że dobrze zrozumiał odpowiedź.
Nareszcie.
Wyszedł zostawiając, go samego.
*
Gdy nadszedł upragniony dzień wylotu, Adam czuł dziwne zdenerwowanie.
Nie wiedział, co się wydarzyło w LA, ale miał złe przeczucie. Pittman co prawda
go uspokoił, ale nie powiedział nic więcej. Zapiął pasy, słysząc instruujący
głos stewardessy, nie cierpiał tego uczucia, kiedy samolot startował, więc
automatycznie się skrzywił.
- Też nie lubisz latać? –
Usłyszał od nieznanego mu mężczyzny pytanie. Nawet się nie zarejestrował faktu,
kiedy ten usiadł obok.
- Nie lubię startów, chociaż
powinienem był się już przyzwyczaić. Często podróżuję. Ty chyba nie za bardzo
przepadasz za takim transportem- Uśmiechnął się ciepło do sąsiada, widząc jego
wyraz twarzy. To będzie przyjemny lot. Pomyślał wokalista.
- Masz rację. Na szczęście mam tę
przyjemność doświadczyć tylko kilka razy w roku. – Odwzajemnił uśmiech. Brunet
kogoś mu przypominał, ale nie potrafił sobie przypomnieć kogo. – Jestem Sauli,
tak chyba będzie milej rozmawiać ym.. jeśli masz ochotę? – Podał mu dłoń
uśmiechając się i spojrzał w błękitne tęczówki.
- Adam, miło mi. – Odparł
ściskając drobną dłoń blondyna. – Masz oryginalne imię, ładne. – Mruknął, a
towarzysz lekko się zarumienił.
- em.. dziękuję, ale to zwykłe
fińskie imię. A ty jesteś pierwszym Adamem jakiego osobiście poznałem. Znam
jedynie Adama Sandlera, uwielbiam filmy z jego udziałem, ym i jeszcze ten
piosenkarz z idola taki kontrowersyjny.. chyba Lambert? – Uśmiechnął się fin, a
brunet zaczął wesoło chichotać wyraźnie czymś rozbawiony. Po chwili i Koskinen
załapał co tak ucieszyło jego rozmówcę i spłonął zawstydzony ogromnym
rumieńcem.
- Wybacz.. – Powiedział nieśmiało
i też zaczął się cicho śmiać z siebie.
- Nic się nie stało, bo było
zabawne. – i urocze.. dodał w myślach wokalista, uśmiechając się.
Obaj mężczyźni jeszcze długo ze
sobą rozmawiali i śmiali się ze swoich dowcipów, którym nie było końca. Dopiero,
kiedy poczuli wyraźne zmęczenie zamilkli, słuchając wspólnie muzyki z ipoda
najpierw jednego, później drugiego. Pierwszy zasnął Adam, a Sauli w tym czasie
naskrobał coś na małej karteczce i wsunął wokaliście w kieszeń. Potem i on
oddał się w ramiona morfeusza.
wtorek, 19 lutego 2013
Rozdział 1
Słów kilka..
Na blogu mam zamiar publikować opowiadanie o tematyce Adommy. Jest to mój debiut, zatem będę wdzięczna za choćby krótki komentarz, czy się podoba lub nie i da mi to też informacje, czy ktoś to czyta.
Rozdziały postaram się dodawać regularnie, w zależności jak czas i obowiązki pozwolą. A tymczasem zapraszam ;)
Blondyn siedział wbity w hotelowy fotel i kolejną godzinę patrzył tępo w
szare niebo, przez które nawet słońce nie chciało się dzisiaj przebić,
jakby wyczuwało jego nastrój. Rzadko się zdarzała taka pogoda w LA i
akurat musiała przypaść na dni, kiedy jego życie znalazło się na
zakręcie. Nawet wnętrze jego pokoju nie poprawiało humoru, było skromnie
urządzone, a meble były proste i w stonowanych kolorach, podobnie jak
tapety na ścianach, wszystko było takie smutne i melancholijne, i pewnie
tylko dlatego zdecydował się go wziąć. Radosne stylizacje o żywych
barwach irytowały go jeszcze bardziej, niż te. Właściwie to zaczynał
nowy rozdział, tyle że nie bardzo rozumiał czemu zakończył się
poprzedni, przecież było dobrze. Kochał swoją żonę najbardziej na
świecie, nigdy jej nie zdradził i chociaż miał ku temu wiele okazji, to
zawsze był wierny swojej wybrance. Przyjaciele, współpracownicy i
znajomi, praktycznie każdy kto odważył się go poznać, darzył go
szacunkiem i sympatią. Relacje z Tommy’m nie należały do najłatwiejszych
i przyjemnych, ciężko było zdobyć jego przyjaźń, bo nie ufał ludziom,
przez co nigdy nie był wylewny uczuciowo i wygadany, ale był dobrym
kolegą i przyjacielem, zawsze znalazł czas i dobre słowo dla tego kto go
potrzebował. Taka już jego natura, a i życie go nie oszczędzało,
nauczył się więc być ostrożnym dla własnego dobra.
Dziś mijał dokładnie tydzień odkąd zamknął się w tym hotelowym pokoju, a obcy mężczyzna w todze na sali sądowej orzekł, iż Amanda Scott- Ratliff nie jest już jego żoną, a on jej mężem. Od siedmiu cholernych dni złożona przez niego przysięga dozgonnej miłości, którą składał w kościele, bo tak chciała jego narzeczona, a on nie potrafił jej odmówić, mimo że sam nie wierzy, jest nieważna. Oni są dla siebie obcymi ludźmi i już zupełnie nic ich nie łączy, poza wspomnieniami i wspólnie przeżytą niespełna dekadą. Tak, poznali się już na pierwszym roku studiów i choć nie od razu zapałali do siebie wielkim uczuciem, to szybko przełamali lody i stali się nierozłączni. Mandy, bo tak zawsze się przedstawiała i blondyn chyba nie słyszał, by ktoś nazwał ją Amandą, oczywiście z małymi urzędowymi wyjątkami. Jest ona ciepłą i miłą osobą, której nie da się nie lubić podobnie, jak Adama. To jest coś, co ich łączy, charaktery i niesamowita charyzma, natomiast Tommy Joe jest kompletnym ich przeciwieństwem, aż dziwne, że potrafią się dogadać, może właśnie w tym tkwi cały fenomen? Nadal jednak nie wiedział, czemu nie są już małżeństwem, owszem znał oficjalny powód, jaki przedstawili prawnikowi, a mianowicie niezgodność charakterów. Wiele razy próbował się dowiedzieć od żony co jest przyczyną jej decyzji, bo wiedział, że ich miłość nie wygasła, nie było zdrady, dogadywali się, owszem nie raz się kłócili, ale dochodzili do konsensusu, więc to nie kwalifikowało się do rozwodu, a jednak jej uległ i zgodził się. Kobieta nigdy nie udzieliła mu jasnej odpowiedzi na to pytanie, mówiła tylko, że tak będzie dla nich lepiej, a on wkrótce to zrozumie. Nie rozumiał. Przystał na jej warunki, bojąc się, że protestując straci ją na zawsze i więcej nie zobaczy, wierzył w to, bo Mandy nigdy nie rzucała słów na wiatr.
Cierpiał okropnie w samotności, unikał ludzi, rozmów, a jeśli już do jakiejś dochodziło szybko ją ucinał i zaszywał się w swoim pokoju, nie wychodził jeśli nie musiał. Na nic nie miał ochoty, na jedzenie, na sen, na alkohol, na jakikolwiek ruch, nawet na grę na ukochanej gitarze. Jego serce krwawiło, tęsknił i nic nie przynosiło ukojenia. Wegetował. Z każdym dniem było gorzej. Życie powoli i boleśnie ulatywało z jego drobnego ciała, ciągle miał nadzieję i gdy dzwonił telefon lub ktoś pukał do drzwi, serce przyspieszało, za każdym razem przeżywając zawód. To nie była ona. Kolejny raz zraniła go kobieta. Na jego szczęście nikt nie wiedział, co się z nim dzieje i gdzie jest, ani przyjaciele, ani prasa, nawet Adam, który był teraz zajęty wywiadami i sesjami. Gdy dzwonił, był na tyle zmęczony, że ciężko było mu wyłapać kłamstwa basisty, innych łatwiej było przekonać, że świetnie się bawi na urlopie. Tommy wiedział, że niedługo przyjdzie mu się zmierzyć z rzeczywistością, ze światem. Najtrudniej będzie mu do wszystkiego przyznać się wokaliście, który nie da zmydlić sobie oczu, teraz jednak woli o tym nie myśleć. Do jego powrotu zostało względnie dwa dni, które on wykorzysta, by upajać się w bólu nim staną twarzą w twarz i nim będzie musiał doprowadzić się do porządku.
Te rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Zmarszczył czoło usilnie zastanawiając się, czy czegoś nie zamawiał i zapomniał o tym, ale szybko utwierdził się w przekonaniu, że nic podobnego nie miało miejsca. Wykluczył również pokojówkę, którą grzecznie przekonał, że sam sobie poradzi, a w razie potrzeby ją powiadomi. Prawie przestał oddychać, a serce ruszyło galopem, jakby chciało się wyrwać z jego klatki piersiowej i schować, ze strachu i jednocześnie ekscytacji, bowiem nadzieja go nie opuszczała, chociaż rozum wiedział, że to koniec. Ktokolwiek tam stoi, nie poszedł sobie, ale z uporem czekał, jakby wiedział, że on tu jest. Blondyn w końcu najciszej, jak potrafił podszedł do drzwi i zerknął przez wizjer. Wbiło go w podłogę, tej osoby się tu nie spodziewał, nie dziś, nie teraz. Jak oparzony przylgnął plecami do zimnej ściany, aż przeszedł go dreszcz. W głowie huczała mu krew płynąca w zastraszającym tempie, a myśli znikały jak kamfora. Konfrontacja była nieunikniona. Nie tak to sobie wyobrażał..
Dziś mijał dokładnie tydzień odkąd zamknął się w tym hotelowym pokoju, a obcy mężczyzna w todze na sali sądowej orzekł, iż Amanda Scott- Ratliff nie jest już jego żoną, a on jej mężem. Od siedmiu cholernych dni złożona przez niego przysięga dozgonnej miłości, którą składał w kościele, bo tak chciała jego narzeczona, a on nie potrafił jej odmówić, mimo że sam nie wierzy, jest nieważna. Oni są dla siebie obcymi ludźmi i już zupełnie nic ich nie łączy, poza wspomnieniami i wspólnie przeżytą niespełna dekadą. Tak, poznali się już na pierwszym roku studiów i choć nie od razu zapałali do siebie wielkim uczuciem, to szybko przełamali lody i stali się nierozłączni. Mandy, bo tak zawsze się przedstawiała i blondyn chyba nie słyszał, by ktoś nazwał ją Amandą, oczywiście z małymi urzędowymi wyjątkami. Jest ona ciepłą i miłą osobą, której nie da się nie lubić podobnie, jak Adama. To jest coś, co ich łączy, charaktery i niesamowita charyzma, natomiast Tommy Joe jest kompletnym ich przeciwieństwem, aż dziwne, że potrafią się dogadać, może właśnie w tym tkwi cały fenomen? Nadal jednak nie wiedział, czemu nie są już małżeństwem, owszem znał oficjalny powód, jaki przedstawili prawnikowi, a mianowicie niezgodność charakterów. Wiele razy próbował się dowiedzieć od żony co jest przyczyną jej decyzji, bo wiedział, że ich miłość nie wygasła, nie było zdrady, dogadywali się, owszem nie raz się kłócili, ale dochodzili do konsensusu, więc to nie kwalifikowało się do rozwodu, a jednak jej uległ i zgodził się. Kobieta nigdy nie udzieliła mu jasnej odpowiedzi na to pytanie, mówiła tylko, że tak będzie dla nich lepiej, a on wkrótce to zrozumie. Nie rozumiał. Przystał na jej warunki, bojąc się, że protestując straci ją na zawsze i więcej nie zobaczy, wierzył w to, bo Mandy nigdy nie rzucała słów na wiatr.
Cierpiał okropnie w samotności, unikał ludzi, rozmów, a jeśli już do jakiejś dochodziło szybko ją ucinał i zaszywał się w swoim pokoju, nie wychodził jeśli nie musiał. Na nic nie miał ochoty, na jedzenie, na sen, na alkohol, na jakikolwiek ruch, nawet na grę na ukochanej gitarze. Jego serce krwawiło, tęsknił i nic nie przynosiło ukojenia. Wegetował. Z każdym dniem było gorzej. Życie powoli i boleśnie ulatywało z jego drobnego ciała, ciągle miał nadzieję i gdy dzwonił telefon lub ktoś pukał do drzwi, serce przyspieszało, za każdym razem przeżywając zawód. To nie była ona. Kolejny raz zraniła go kobieta. Na jego szczęście nikt nie wiedział, co się z nim dzieje i gdzie jest, ani przyjaciele, ani prasa, nawet Adam, który był teraz zajęty wywiadami i sesjami. Gdy dzwonił, był na tyle zmęczony, że ciężko było mu wyłapać kłamstwa basisty, innych łatwiej było przekonać, że świetnie się bawi na urlopie. Tommy wiedział, że niedługo przyjdzie mu się zmierzyć z rzeczywistością, ze światem. Najtrudniej będzie mu do wszystkiego przyznać się wokaliście, który nie da zmydlić sobie oczu, teraz jednak woli o tym nie myśleć. Do jego powrotu zostało względnie dwa dni, które on wykorzysta, by upajać się w bólu nim staną twarzą w twarz i nim będzie musiał doprowadzić się do porządku.
Te rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Zmarszczył czoło usilnie zastanawiając się, czy czegoś nie zamawiał i zapomniał o tym, ale szybko utwierdził się w przekonaniu, że nic podobnego nie miało miejsca. Wykluczył również pokojówkę, którą grzecznie przekonał, że sam sobie poradzi, a w razie potrzeby ją powiadomi. Prawie przestał oddychać, a serce ruszyło galopem, jakby chciało się wyrwać z jego klatki piersiowej i schować, ze strachu i jednocześnie ekscytacji, bowiem nadzieja go nie opuszczała, chociaż rozum wiedział, że to koniec. Ktokolwiek tam stoi, nie poszedł sobie, ale z uporem czekał, jakby wiedział, że on tu jest. Blondyn w końcu najciszej, jak potrafił podszedł do drzwi i zerknął przez wizjer. Wbiło go w podłogę, tej osoby się tu nie spodziewał, nie dziś, nie teraz. Jak oparzony przylgnął plecami do zimnej ściany, aż przeszedł go dreszcz. W głowie huczała mu krew płynąca w zastraszającym tempie, a myśli znikały jak kamfora. Konfrontacja była nieunikniona. Nie tak to sobie wyobrażał..
Subskrybuj:
Posty (Atom)